Niedzielny wieczor w Campeche spedzilismy na glownym placu sluchajac koncertu lokalnych muzykow. Ludzie potrafia sie tu cieszyc zyciem. Starsze parki tanczyly. Jakies 2 tygodnie przed wyjazdem widzialem liste panstw ktorych obywatele czuja sie szczesliwi. Pamietam, ze zdziwil mnie Meksyk na 5-tym miejscu. Jakos zawsze wydawalo mi sie, ze to kupa ludzi, ktora o niczym innym nie marzy niz o tym by uciec do Stanow i tam za grosze pracowac. Nic podobnego. Jakos patrzac po twarzach nie znalazlem nikogo takiego. Campeche opuscilismy w nocy.
Rano przybylismy do Palenque. Sa tu fantastyczne ruiny Majow polozone na granicy dzungli. Wiekszosc piramid doslownie wystaje z dzungli. Obok wije sie mala rzeczka, ktora jak wyglada jaj zywcem wzieta z Indiana Jonesa. W dzungli bylo straszliwie wilgotno. Czulismy jak pot leje sie po nas strugami. Niemniej Palenque to niezapomniany widok. Ogromny kontrast do polozonego na rowninach Chichen Itza. Majowie musieli kiedys miec niesamowite imperium. Mam nadzieje, ze to ostatnie dni w wilgotnym klimacie bo nastepne dni spedzimy w miejscu polozonym znacznie wyzej.
K.




